Joga zaczyna się tam, gdzie kończy się rozproszenie.
Nie musisz być elastyczna. Nie musisz mieć spokojnego umysłu. Nie musisz „umieć oddychać”.
W jodze najważniejsze jest to, że przychodzisz.
Z tym, co czujesz.
Z tym, co w Tobie drży.
Z tym, czego sama o sobie jeszcze nie wiesz.
Bo joga nie jest tylko o wyginaniu ciała.
To bardziej… rozmowa.
Z samą sobą.
Z tym, co zatrzymujesz, chowasz, odpychasz lub od dawna znosisz w ciszy. Na macie nie da się uciec od prawdy — ale właśnie to daje wolność.
W każdym skłonie, skręcie, zatrzymaniu pojawia się coś, co mówi:
„Zobacz. Tu jestem. Może już czas mnie puścić.”
A potem przychodzi lekkość.
Czasem mała jak oddech, a czasem tak wielka, że czujesz ją po całym ciele przez resztę dnia.
Joga to sztuka wracania do siebie.
Małymi krokami.
Codziennie trochę bardziej świadomie.
Trochę bliżej.Trochę prawdziwiej.
Jeśli czujesz, że czegoś szukasz — może to nie świat daje Ci znaki.
Może to Twoje ciało od dawna próbuje powiedzieć:
„Zacznij. Przyjdź. Posłuchaj.” 🙂